O autorze
Z wykształcenia biolog, z zawodu i pasji - fotograf, czasami wchodzący w buty filmowca. W swoich działaniach skupiam się przede wszystkim na dokumentowaniu i popularyzacji tradycyjnej muzyki polskiej wsi. Na portalu vimeo - www.vimeo.com/muzykazakorzeniona - regularnie udostępniam mini-dokumenty, nagrania i fotokasty przybliżające internautom sylwetki ostatnich wiejskich mistrzów jak i ich uczniów - rozkochanych w starodawnych melodiach.
Na blogu piszę o muzyce tradycyjnej, odkrywaniu dawnych tradycji oraz ich miejscu we współczesnym świecie.

Świat na opak, czyli podradomskie kusaki

kusaki / wieś  Sady-Kolonia
kusaki / wieś Sady-Kolonia fot. Piotr Baczewski
Są jeszcze w Polsce takie miejsca w których tradycja jest nadal żywa i ma się całkiem nieźle. Na dodatek nie potrzebuje do tego sceny i poklasku. W zapustny wtorek (zwany tez kusym), poprzedzający 40-dniowy post, wioski między Przytykiem, a Przysuchą nawiedza banda różnej maści przebierańców - zwanych Kusakami. Te przedziwne postaci, zgodnie z dawnym zwyczajem, na ten jeden dzień wywracają do góry nogami porządek świata, aby mógł się na nowo odtworzyć wraz z nadejściem środy popielcowej i okresu postu.

Kusaki mkną przez wioski jak huragan. Nieokiełznany i nieprzewidywalny. Chodząc od zagrody do zagrody odgrywają „sceny” i płatają przeróżne figle, które jednocześnie są przewrotną wróżbą dostatku dla gospodarzy. Za swoje "wróżby" dostają jadło i napitek, bo z pustymi rękami kusaków od siebie wypuścić nie wypada. Są w śród nich postacie przedziwne i zagadkowe.
Każda z nich ma swoją rolę, każda zamieszana jest odgrywane przed gospodarzami przedstawienie. Diabeł podrywa i porywa dziewczęta na wydaniu, smarując je przy okazji sadzą. Żyd sprzedaje niedźwiedzia i szczęście w pastylkach. Baba o wątpliwej urodzie szuka męza, a nawet czasami go znajduje. Chochoł znaczy nieprzychylne kusakom gospodarstwa sieczką. Całemu temu teatrowi towarzyszy muzyka, wesołe pokrzykiwania oraz mniej lub bardziej miarowe uderzenia w bęben.
Jednym z ich licznych zadań jest przypomnienie gospodarzom o zbliżającym się Wielkim Poście, a czyniony przez nich zamęt, o możliwych niechcianych i przykrych konsekwencjach jego nieprzestrzegania.
Kusakowy korowód konczy się zwykle późnym popołudniem konsumpcją zgromadzonych datków oraz zabawą aż po kres karnawału, czyli północ. Miejscowa legęda głosi, ze kiedyś roztańczeni biesiadnicy zapomnieli o początku Wielkiego Postu. Para tańczyła bez opamiętania gdy zegar zdążył już wybić północ. Nagle na zabawie pojawił się czarniawy jegomość w ciemnej kapocie i porwał do tańca igrajacą z przesądem tańcownicę.. Tańczyli coraz to szybciej i szybciej, a dziewczynie brakowało już sił w nogach. Nagle spod płaszcza nieznajomego wylazł diabli ogon, a wśród jego kędzierzawych loków ukazaly się rogi. Przerażona rozwojem wypadków kawalerka nie wiele myślac pochwyciła diabła za ogon i odrąbała mu go jednym ciosem siekiery. Przybysz z piekła rodem znikł tak szybko jak się pojawił, a wycięczona tańcem dziewczyna padła na ziemię.



Kusakowa tradyzja w ostatnich latach odżywa.
W Wirze i kilku okolicznych wsiach kusakują od niepamiętnych czasów miejscowi.
W 2011 roku dołączyli do nich przyjezdni - po ponad trzydziestoletniej przerwie kusaki pojawiły się w Przystałowicach Małych i Sadach-Kolonii. W późniejszych latach docierały też do Gałek Rusinowskich, Sadów i Przystałowic Dużych. Sprawcą tych kusakowych najazdów są miłośnicy muzyki wiejskiej z całej Polski zainspirowani przez Macieja Żurka z Olsztyna i Ewę Grochowską z Lublina. W tym roku kusaki znowu ruszą na podradomskie wsie. Chcecie ich spotkać?

Zapraszamy na wiejski karnawał i kusaki! To trzeba przeżyć!

Trwa ładowanie komentarzy...