Jednym z ich licznych zadań jest przypomnienie gospodarzom o zbliżającym się Wielkim Poście, a czyniony przez nich zamęt, o możliwych niechcianych i przykrych konsekwencjach jego nieprzestrzegania.
Kusakowy korowód konczy się zwykle późnym popołudniem konsumpcją zgromadzonych datków oraz zabawą aż po kres karnawału, czyli północ. Miejscowa legęda głosi, ze kiedyś roztańczeni biesiadnicy zapomnieli o początku Wielkiego Postu. Para tańczyła bez opamiętania gdy zegar zdążył już wybić północ. Nagle na zabawie pojawił się czarniawy jegomość w ciemnej kapocie i porwał do tańca igrajacą z przesądem tańcownicę.. Tańczyli coraz to szybciej i szybciej, a dziewczynie brakowało już sił w nogach. Nagle spod płaszcza nieznajomego wylazł diabli ogon, a wśród jego kędzierzawych loków ukazaly się rogi. Przerażona rozwojem wypadków kawalerka nie wiele myślac pochwyciła diabła za ogon i odrąbała mu go jednym ciosem siekiery. Przybysz z piekła rodem znikł tak szybko jak się pojawił, a wycięczona tańcem dziewczyna padła na ziemię.
Kusakowa tradyzja w ostatnich latach odżywa.
W Wirze i kilku okolicznych wsiach kusakują od niepamiętnych czasów miejscowi.
W 2011 roku dołączyli do nich przyjezdni - po ponad trzydziestoletniej przerwie kusaki pojawiły się w Przystałowicach Małych i Sadach-Kolonii. W późniejszych latach docierały też do Gałek Rusinowskich, Sadów i Przystałowic Dużych. Sprawcą tych kusakowych najazdów są miłośnicy muzyki wiejskiej z całej Polski zainspirowani przez Macieja Żurka z Olsztyna i Ewę Grochowską z Lublina. W tym roku kusaki znowu ruszą na podradomskie wsie. Chcecie ich spotkać?
Zapraszamy na wiejski karnawał i kusaki! To trzeba przeżyć!
